Wpis

wtorek, 25 marca 2014

Kilka słów o kuchni nietypowej

      

 Literki układały się przy wielu dźwiękach.


                Drugi sezon „Hannibala” trwa w najlepsze od czterech tygodni. Od czterech tygodni także, mój nastrój jest w bardzo niepewnych rękach. Oglądanie serialu na bieżąco, wiedząc, że raz na tydzień dostaniesz 45 minutową, wykalkulowaną dawkę leku (może bardziej narkotyku) wprawia w skrajne stany emocjonalne – przez smutek, apatię i odrzucanie jakiejkolwiek pomocnej ręki, po radość dzień przed, kiedy w połowie zajęć lekcyjnych uśmiechasz się jak maniak do kolegów z klasy jawnie mówiąc o gotowaniu ludzi, a ich jedyna reakcją są krzyki „Ale to jest serial o kanibalu!”, a twoją linią obrony są słowa „Są też pieski, ładne garnitury i dobre jedzenie (nie próbowałam i nie chcę, ale wygląda nieźle)”. W rzeczywistości linia obrony jest bardziej rozbudowana, naprawdę mocna i jej jedynym wrogiem może być oglądalność. Ale o tym na końcu. Spoilery jak stąd do Gallifrey.

 

 

 

                Więc pierwszy sezon był genialny pod wieloma względami. Właściwie pod wszystkimi względami. Zdjęciowo, ze względu na paletę kolorów wykorzystywanych w serialu, wszystkie delikatnie przygaszone, okraszone odrobiną szarości. Same ujęcia też były niesamowite, tylko nadawały całej formule niepokoju i schizofreniczności. Scenariuszowo, wszystko składało się jedną, spójną całość. Kanibalistyczne żarciki i praktyczne przyznawanie się Hannibala w każdym odcinku do jedzenia ludzi, tylko podnoszą temperaturę i stwarzają sytuację w której siedzimy, bujając się na własnym fotelu szepczemy „Jak możecie być tak ślepi i głupi.”. I oczywiście aktorstwo, Hugh Dancy który stał się moim bogiem, portretując Willa, który jest postacią piekielnie trudna do zagrania no i Mads Mikklesen który cóż, wystarczy, że wejdzie w kard i już czuję ten niepokój. Chodzący dowód na to, że minimalizm w sposobie grania też się często sprawdza. A oto, kilka nowych rzeczy które mnie zachwyciły i kilka starych które utwierdziły mnie tylko w wielu przekonaniach.

 

 

Draw me like one o your french girls, Will. 

 

Muzyka – chyba byłam głucha przez pierwszy sezon bo jej nie zauważałam. Słyszałam. Ale jest i to genialna, tworzy tyle niepokojącego nastroju, a w niektórych scenach właściwie tworzy go całkowicie, kiedy to kamera wolno pokazuje nam puste wnętrze, czy bohaterów w spokojnych sytuacjach, to ja tylko siedzę i powtarzam w myślach „Zaraz coś się stanie, zaraz co- O MÓJ BOŻE”. Choćby w scenie z drugiego odcinka, kiedy Hannibal wchodził do tego czegoś na zboże w Stanach – domyślałam się co tam będzie, ale muzyka, a właściwie to bardziej fonie, schizofreniczne dźwięki, jakby piski, odgłosy grania na kieliszkach czy tego rysowania ostrym narzędziem po blasze czy tablicy podsyciły tylko mój niepokój, właściwie doprowadzając go na skraj wytrzymałości. Jest nawet dobrana specjalnie do napisów, co zawsze daje te kilkadziesiąt sekund na pierwsze po odcinkowe emocje. W ogóle lubię, kiedy twórcy nie traktują napisów końcowych jak coś do odklepania. Jak w „Grze o Tron”, najbardziej podobały mi się napisy po „Blackwater” i „Rains of Castamere” które stworzyły ten klimacik po bitwie. I cisza po „Red Wedding” która miała chyba pozwolić usłyszeć nam jeszcze lepiej nasze gorzkie chlipanie.

 

W skali od jeden do dziesięć jak bardzo biedny jesteś? – Will Graham. Will jest na obecną chwilę na szczycie mojej listy „Filmowo-serialowi bohaterowie którzy zasługują na kocyk, herbatkę i odzyskanie swojego Winstona”. Poziom jego biedności rośnie z odcinka na odcinek i boję się, że w głowie Fullera nie ma dla tej biedności granicy. I Will mógłby być takim sobie biednym, zbitym oszukanym przez swojego pseudo najlepszego przyjaciela krecikiem i wtedy byłby nudny. Ale Will umie wejść w umysł mordercy. Seryjnego mordercy. Psychopaty, co prędzej czy później musi mieć konsekwencje na jego psychice. Uwielbiam te momenty w których zamyka oczy i wchodzi w umysł mordercy i na te kilka chwil zupełnie zmieniamy nasze nastawienie do niego (swoją drogą, uwielbiam „This is my design” i jak usłyszałam je po raz pierwszy po tak długiej przerwie uśmiechałam się przez 5 minut).  Przy czym Will, jak było to podkreślane w trzecim odcinku jest piekielnie inteligentny, co mam nadzieje będzie co raz bardziej podkreślane przez resztę sezonu.

Ostatnią scenę pierwszego sezonu traktowałam jako zapowiedź czegoś, czego nie widzieliśmy w Willu, czyli wyrachowania i szaleństwa które może zaprowadzić go na krawędź przepaści z której może albo spaść, albo oddać się w ręce goniącego pościgu i zakończyć swoją historię. Gama emocji Którą pokazuje Hugh Dancy jest niesamowita, ale nie oderwana od tej postaci, wszystko układa się w całość tworząc niesamowicie ciekawą postać, którą z jednej strony chcesz poznać, a z drugiej obserwować zza szyby.  

 


 

Kąty proste szczęki Madsa Mikkelsena – jeśli pewnego pięknego dnia, obudziłabym się, zajrzała w poranną prasę i zobaczyła plotki „Mads Mikklesen jest kanibalem”, nie zdziwiłabym się. To co ten człowiek robi na ekranie jest niesamowite. Gra aktorska w połączeniu ze sposobem jakim postać Hannibala jest napisana powala na kolana. Drobne gesty Hannibala, trochę nonszalancja, ale jednak klasa i elegancja tworzą wokół postaci otoczkę niepewności, strachu, ale z drugiej strony – ciekawość widza. Kiedy doktor mówi o tym jak bardzo Will jest jego najlepszym przyjacielem, zwijam się w konwulsjach przed ekranem laptopa i krzyczę „Facet, zdecyduj się!”. Nie wiem czy moje stanowisko jest dobre czy nie, czy jest to spowodowane przez to, że serial to mój pierwszy kontakt z najsłynniejszym kanibalem świata (O „Milczeniu Owiec” zawsze słyszałam, jakieś sceny widziałam, ale nigdy mnie do filmu nie ciągnęło, nigdy nie byłam fanką włączania filmu tylko po to, aby się bać.), ale mam wrażenie, że słowa Hannibala nie są do końca nieszczere, że naprawdę żywi do Willa sympatię. Nawet nie sympatię, tylko jest (w swoich oczach) jego prawdziwym przyjacielem. Ale w takim razie dlaczego, podrzuca mu uszy i tak mąci w głowie… Czy to uczucia, czy chęć samego „posiadania”? Uzależnił się od adrenaliny i nie może przestać zabijać ludzi? Ugh, Hannibal, jeśli miałabym pisać pracę magisterską z psychiatrii opisałabym psychopatów w popkulturze, ty miałbyś miejsce szczególne. I Jim Moriarty.

 

Jasne.

Drugi plan, nie taki drugi – ekipa patologów, czyli Beverly Katz, Brian Zeller i Jimmy Price, byli cudowni w pierwszym sezonie. W drugim sezonie są jeszcze bardziej cudowni. Zeller i Price to moja ulubiona para w tym serialu, dopełniają się niesamowicie i tworzą tak bardzo potrzebne w tym serialu momenty w którym widz zaczyna szczerze się uśmiechać lub nawet śmiać. Przy takiej ilości patosu, mroku i atmosfery strachu potrzebne nam te kilka sekund wytchnienia. Jest i Katz, jedna z najlepiej napisanych kobiet – taka oto normalna kobieta która jest inteligentna, zabawna, ma uczucia, nie jest idealna i powątpiewa. Tak się o nią boję, ja wiem, czasem trzeba ponieść ofiary, dla wyższego dobra, dla dobra fabuły, ale nie uśmiercajcie jej! Nie wytrzymam do soboty.

                Jest i Jack i Bella. Jack taki twardy policjant, trochę furiat, ale w relacji z żoną łagodnieje i jakoś naprawdę mam ochotę odprawić ich do Włoch, żeby tam razem bezpiecznie jedli makaron bez obawy, że zawiera śladowe ilości ludzi.  Bella jest też świetna postacią, jedyne co mogę jej zarzucić to fakt, że nie uderzyła Hannibala mocnej.

                Warto napomknąć jeszcze o prawniku Grahama, który jest cudownie zagrany i napisany (jak chyba wszystko w tym serialu), też wprowadza element komiczny i ogromne dawki ironii. Dr. Frederik, nie mogę doczekać się jak rozwinie się jego wątek, wydaję się bohaterem który na pierwszym miejscu stawia swoje interesy i woli wybrać układ który będzie dla niego nie tyle korzystniejszy, ale bardziej interesujący w sposobie w którym może go rozegrać. I Belinda, grana przez genialna Gillian Anderson. Kidy otwarcie oznajmiła Hannibalowi, że nie ma zamiaru dłużej być w tym układzie, modliłam się do wszystkich bogów, żeby Lecter jej nie zjadał, taka genialna postać, równie zagadkowa jak nasz kanibal, błagam o długie życie dla bohaterki.

 

                Pisane comic sansemfandom „Hannibala” należy zdecydowanie do kategorii ciekawych przypadków. Serial jest śmiertelnie poważny. Pełen patosu z nielicznymi momentami rozluźnienia atmosfery, do tego brutalne morderstwa przedstawione bez żadnej cenzury i wszechobecne szaleństwo postaci. Mogłoby się wydawać, że fandom jest pełen snobistycznych nudziarzy, nie potrafiących z czystym sumieniem przyznać „Tak, Hannnibal Lecter to dupek”. Swaggity swag that’s surprise! Fannibals, to najzabawniejsza grupa fanów, jaka przytrafiła się internetowi. Pojawili się znikąd, zostali przyjęci do szeregu bez cienia sprzeciwu (Zresztą bym się nie sprzeciwiała, niby mili, ale w końcu oglądają serial o kanibalu i się z tego cieszą) A co ma do tego najinfantylniejsza czcionka programu word? Fandom słhynie z przeróbek - scena z odcinka, dopiski comic sansem, które najczęściej są najbardziej rzeczywistym opisem sytuacji. Bo ile razy Hannibal może im mówić wprost, że to co jedzą jest doradcą ubezpieczeniowym, a nie cielęciną?

W sprawie interakcji fani-twórcy, powtórzę to o czym pisałam w poście o „Pushing Daisies”. Bryan Fuller i cała ekipa serialu, to odpowiedni ludzie na odpowiednim miejscu, swoją pracę wykonują najlepiej jak się da.  Na dobrą sprawę Fuller i spółka mogli by stwierdzić „Hej, ludzie psujecie mi koncepcje serialu!”. Nie robi tego, co więcej zabiera wianki na plan zdjęciowy i wsadza je na głowę aktorom, czy jedzie na Comic Con z mnóstwem gadżetów i sercem otwartym na wszystkie rozmowy z fanami. W sprawie pana Fullera zawsze będzie mnie fascynować fakt, że ten sam człowiek stworzył kolorowo-bajkowe „Pushing Daisies” i serial o kanibalu. Mniej więcej tak samo jak Ryan Murphy stworzył wesołe i rozśpiewane „Glee” oraz ucieleśnienie strachów świata „American Horror Story”.

   

 

Co do wspomnianej oglądalności zapraszam tu - oficjalna strona NBC gdzie odcinki są krótko/zaraz po premierze w telewizji. W świetnej jakości z angielskimi napisami. Oglądanie na tej stronie zalicza się do oficjalnej liczby widzów, a chyba każdemu fanu zależy na jej dużej liczbie, bo chyba nie chce zakończenia emisji. Musielibyśmy zjeść wtedy zarząd NBC.

A oto mój ulubiony hannibalowy post - http://battleofjericho.tumblr.com/post/80683155268/pati79-arubajamaicas-a-mans-best-friend-i

 

Z innej beczki.

 

Lee Pace ma urodziny - życzymy mu wszystkiego najlepszego i więcej ról królów elfów. 

 

 Jeśli posiadasz tumblr, czytelniku zapraszam - http://battleofjericho.tumblr.com/

 

 No i Wszystkiego Najlepszego z Okazji Interenetowego Dnia Życzliwości! Uśmiechajcie się i bądźcie mili, Hannibal je tylko niegrzecznych! :) 


Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
juliasaid
Czas publikacji:
wtorek, 25 marca 2014 16:55

Polecane wpisy