Wpis

wtorek, 01 kwietnia 2014

Z rejestru upadków i magii.

Literki układały się w logiczna całość przy dźwiękach "Keep awake", "London Calling" i "End of all days" 

                W piątek, praktycznie zasypiając z otwartymi oczami postanowiłam obejrzeć „The Fall”. Na początku tego postu chciałam napisać coś podobnego do klimatu filmu – magiczno-bajkowego, może podnoszącego na duchu, słodko-gorzkiego lekko egzystencjalnego. Jednak, postanowiłam napisać wściekły wstęp, odnoszący się do tytułu filmu. Po angielsku jak już wspomniałam brzmi on „The Fall” – nawet tłumacz google, dobrze przetłumaczy te słowa na „upadek”. Jednak polscy tłumacze, zamiast iść po drodze prostoty i minimalizmu, postanowili nadać filmowi tytuł „Magia uczuć”.  Wiem, że praca tłumacza jest trudna, nie raz sama kiedy mam przetłumaczyć jedno zdanie mam z tym problemy, bo rozumiem jego sens, ale za nic nie mogę oddać w języku polskim intencji angielskiego twórcy. Rozumiem też, że ta praca nie opiera się tylko na suchym tłumaczeniu, ale także czasem zmianie tytuły, aby dopasować go do „polskich warunków”. Ale „Magia uczuć”?! W tym filmie wszystko kręci się wokół upadków, gdyby nie upadki dwójki  głównych bohaterów, nigdy nie spotkaliby się oni w szpitalu i film by nie zaistniał. Upadki mają też sens metaforyczny. Jedyną „Magie uczuć” jaką doświadczyłam podczas seansu, to rollercoaster emocji i owszem to było magiczne, kiedy uświadamiasz sobie jak wielki rozstrój emocjonalny możesz przeżyć w dwie godziny, szczególnie kiedy emocjonalnie jest ci bliżej do Grincha.  Już. Koniec.



            Główna bohaterką „The Fall” jest Alexandria – pięciolatka, córka imigrantów (prawdopodobnie ze wschodu Europy). Akcja dzieje się w Los Angeles w 1915 roku. Mała spada z drabiny, zbierając pomarańcze. Błąkając się po korytarzach szpitala ze złamaną ręką  spotyka Roya – kaskadera, który miał wypadek na planie i jest sparaliżowany od pasa w dół. Mężczyzna woła dziewczynkę i mówi jej, że jej imię pochodzi o imienia Alexandra Wielkiego. Opowiada jego historię, a następnego dnia zaczyna kolejną – o Niebieskim Bandycie i jego przygodach.


Patrzę i nie mogę się napatrzeć.


            Oprócz zachęcających słów Zwierza Popkulturalnego o grze aktorskiej Lee Pace’a w tym filmie przyciągnęły mnie do niego kadry z filmu (którymi wpis jest ilustrowany). Na kadr z Lee, który składa przysięgę i ma palce umoczone w krwi mogłabym patrzeć cały dzień. Na szczęście ich cudowność, nie ograniczyła się tylko do zdjęć na tumblr, tylko zachwycała tak samo w filmie. Dziejące się głowach Roya i Alexandrii zdjęcia, są soczyste co najmniej tak jak pomarańcze zrywane przez dziewczynę. Paleta kolorów, wykorzystana w scenach z ich opowieści, jest dużo szersza i jaśniejsza niż w równoległych scenach ze szpitala – tam wszystko utrzymane jest w kolorach białej szarości szpitalnej, jednak okraszona odrobina kalifornijskiego słońca. Zresztą cała strona wizualna filmu zapiera dech w piersiach. Ekipa filmowa odwiedziła dwadzieścia osiem krajów, aby znaleźć idealne lokacje. Sam reżyser utrzymuje, że wszystkie sceny były kręcone bez użycia efektów specjalnych. Ot, taki zdolny.


Bez efektów specjalnych, powiadasz.

            Jak wspomniałam, zabrałam się do filmu, bo podobno Lee zagrał tam rolę życia. Ni i zagrał. Sportretował Roya idealnie. Emocjonalnie rozwalony młody kaskader zaprzyjaźnia się z początku z Alexandria tylko po to, aby zdobić tabletki morfiny, które uśmierzą jego ból i pozwolą zasnąć na wieki. Po mimo swojego egoizmu żywiłam do niego sympatię. Roy nie chcę się zabić tylko i wyłącznie dlatego, że leży w szpitalu i nie ma czucia w nogach – jest głównie załamany faktem, że rzuciła go dziewczyna. Rozbitek życiowy z uczuciami to chyba bohater do którego prędzej czy później odczuwamy sympatię. Praca Pace’a nie była łatwa dlatego, że Roy w filmie ma kilka twarzy – kochanego starszego brata tworzącym opowieść dla siostry, skupionego na osiągnięciu celu mężczyzny, furiata jak i jak sam się opisuje, tchórza i kłamcy. Końcowa scena została zagrana fantastycznie (ze strony i aktorskiej i scenariuszowej, ale o tym za chwilę). Płaczący, dręczony wyrzutami sumienia Roy, poruszył moje serce i sprawił, że sama uroniłam kilka łez. Jest i druga strona medalu – Niebieski Bandyta, grany także przez Lee. Jest jakby innym Roy’em, może tym który znajduje się głęboko w jego wrażliwej duszy. A z rejestru uwag czysto wizualnych – wybranie Lee do tej roli, było strzałem w dziesiątkę reżysera – nie ukrywajmy Lee jest przystojny, idealny i ma coś co potrzebne jest każdemu kto opowiada bajkę. Niesamowity głos, którego chce się słuchać, nawet jeśli miałby czytać instrukcję obsługi pralki.


Lovely.

            Jest i Alexandria, grana przez rumunkę Catincie Untaru. Jej filmografia na IMDb podaje, że zagrała jeszcze w dwóch filmach, szkoda bo w „The Fall” pokazała szczyt możliwości aktorskich. Stworzyła z Lee duet niezwykle wiarygodny, którego od pierwszego spotkania zaczyna łączyć niesamowita więź i pewnego rodzaju wzajemne porozumienie. Sceny w szpitalu były grane w kolejności chronologicznej co było rozwiązaniem świetnym – dziewczynka na początku ledwo znała angielski, uczyła się go na planie filmowym co jeszcze bardziej uwiarygodniło jej rolę. Zawsze zastanawia mnie ile jest gry aktorskiej w grze dziecka. Dorosły przeczyta scenariusz, poukłada w głowie, przeniesie jakieś wzorce na ekran. A dziecko? Wydaje mi się, że niektóre mają tą niesamowitą wrażliwość i naprawdę bawią się tym co robią. Może chodzi tu o jakiś rodzaj empatii, to, że przed dzieckiem nie ukryjesz emocji. Czyli większość aktorów ma empatię dziecka? Tak czy owak, chętnie znalazłabym Catincie i powiedziała jej jak bardzo niesamowitą kreację aktorską stworzyła. A refleksa o dzieciach na planie narodziła się po przeczytaniu na tumblr, że Danny Lloyd, grający w „Lśnieniu” nie miał pojęcia, że gra w horrorze . Chciałabym zobaczyć jego reakcję kiedy uświadomił sobie, że ten miły pan Jack, może być tak psychopatyczny.



            Roy opowiada historię. Mogłoby się wydawać, że to nic, wiele filmów to „historia w historii”, lub wiele wątków przepełnionych retrospekcjami. Otóż w „The Fall” wyjątkowe jest to, że przygody Niebieskiego Bandyty i innych są nie tyle dopełnieniem głównego wątku, czymś co ma go ubarwić czy urozmaicić, ale równolegle prowadzoną taką samą historią, opowiedzianą tylko w inny sposób. Fragment gdy Niebieski Bandyta słabnie, bo Roy wziął zabójczą dawkę morfiny lub ostatnia scena kiedy Roy, konstruując opowieść dla Alexandrii podejmuje decyzję o swoim być albo nie być. O tym czy ma zamiar kiedykolwiek powstać i tchnąć w siebie trochę życia czy leżeć tak bez nadziei, prowadząc coś bliższemu pół życiu. W ogóle rozłożenie akcji w filmie jest świetne – opowieść się toczy, trzyma cię w napięciu są wzloty i upadki, aż do końcowej sceny, która wzrusza jest przeładowana emocjami. I samo zakończenie, które jest świetną klamrą narracyjną. I jeszcze scena która dzieje się w głowie Alexandrii która prawdopodobnie leży w śpiączce po upadku. Jest absolutnie fantastyczna. Wejście do głowy dziecka, które jest nieprzytomne pokazanie myśli, kiedy nie jest się w stanie nic światu przekazać. W dodatku jest surrealistyczna co łączy się z plakatem filmu, opartym na obrazie "Twarz Mae West" autorstwa najpopularniejszego surrealisty świata Salvadora Dalego.



        Nie ukrywam, gdy zobaczyłam nazwisko Jonze i Fincher stwierdziłam, że może być naaaaprawde ciekawie.   


Główną osią, jak już wspominałam jest opowieść Roya, którą z sekundy na sekundę autorką jest także Alexandria. Kiedy ten chce uśmiercić Niebieskiego Bandytę, dziewczynka protestuje, ten odpowiada, że to jego opowieść, a ona, że jej także. Scena zapadła mi w pamięci i nie opuści prawdopodobnie na długo. Bo jak bardzo słowa Alexandrii są prawdziwe? Czytając książkę, oglądając film czy serial z biegiem czasu co raz mniej stajemy się biernymi odbiorcami, tylko częściami opowieści. Ile razy krzyczymy na bohatera co ma zrobić, przeklinamy scenarzystę co zrobiła naszemu ulubionemu charakterowi. Jeśli historia na nas oddziałuje jesteśmy jej integralną częścią. Oczywistym jest fakt, że książka/film/serial/etc. może rozśmieszyć, wzruszyć czy doprowadzić do wściekłości nie tylko przez czas trwania czytania czy oglądania, ale i oddziaływać długo po. Ja na przykład, często zaczynam się zachowywać jak główny bohater – interesujące, ale lepiej panować nad sobą po takim „Hannibalu”.


A na zdjęcie napatrzeć nie mogę się do teraz.


            Może to i film o dziecięcej wrażliwości i wyobraźni? W sumie tylko trzy postacie są tak obdarzone wyobraźnią – Roy, Alexandria i starszy pan leżący na oddziale z Roy’em. Cechą typową dziecięcą jest wybieranie postaci z życia codziennego, umieszczanie ich w swoim wymyślonym świcie i robienie z nich tego czego się chce.  Kto nigdy nie wyobrażał sobie morderstwa na wrednym koledze czy jakimś nauczycielem niech pierwszy kamieniem rzuci. Swoją drogą, zostało naukowo udowodnione, że takie zajęcia to dobre ćwiczenie umysłowe. Szkoda tylko, że przez jednego niestabilnego emocjonalnie detektywa londyńskiego.  A jeśli chodzi o dziecięcą wyobraźnie, powinna ona być nie tylko dziecięca i zostać tylko wyobraźnią i być z człowiekiem całe życie. Myślę, że Roy nie mógł się pozbierać dlatego, że był dzieckiem w skórze dorosłego. Końcowe sceny kiedy mówi o umieraniu i określa się mianem tchórza i kłamcy, pokazują jego bezsilność i bezradność wobec tego kim jest. Ugh, dlaczego ona go rzuciła!? 

 


 

 W jednej recenzji (bodajże „Chicago Triubune”) przeczytałam świetne zdanie opisujące ten film „It’s beautiful for own sake”. Nie ma go co porównywać z innymi, posiada swój unikalny klimat i magię. Może nawet uczuć. Chętnie obejrzałabym więcej filmów w stylu, jeśli znacie to powiedzcie. Jak już podkreślałam kiedyś – uwielbiam kiedy fantazja współgra z codziennością, a nawet przenika w nią trochę, dodaje koloru i lubi w niej namieszać.

 

Z innej beczki

Sponsorem bloga powinien zostać chyba Lee, bo piszę o nim nadzwyczaj często.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
juliasaid
Czas publikacji:
wtorek, 01 kwietnia 2014 16:59

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • Gość towcalenieja napisał(a) z *.nat.umts.dynamic.t-mobile.pl komentarz datowany na 2014/04/01 17:15:24:

    GENIALNE!!! Masz wielki talent!

Dodaj komentarz